dogeniuszanie plener fotograficzny warsztaty-fotograficzne.org

berlin wieczorową porą

1 komentarz

Plenery warsztatowe można – tak z grubsza – podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy, bardzo prężny, ludny, efektowny to rodzaj pleneru przypominający wakacje z aparatem. Ot „warsztaty…” stają się wtedy jakby czymś w rodzaju biura podróży sprzedającego wyjazd w miejsce miłe łatwe i przyjemne.

W miejsce o którym będzie się można pochwalić znajomym na jakimś publicznym, internetowym słupie ogłoszeniowym, porobić parę miłych zdjęć, odetchnąć od codziennych bzdet, powiększania przychodu krajowego brutto, czy narzekań sfrustrowanych rodaków. Oczywiście tych pozostawionych w kraju rodaków.

Nie zapominajmy, że najsprawniej narzekamy na narzekanie innych. Na takie to plenery się wybieraliśmy do Barcelony, Lizbony, Paryża. I pewnie gdzieś tam jeszcze, ale gdzie – nie pamiętam.

Plener fotograficzny w Berlinie - ilustracja wpisu

Drugim rodzajem naszych plenerów są plenery które banalnie można nazwać „ambitnymi”. Plenery w miejsca o nastroju niejednoznacznym, chropawym. W miejsca, którym los nadał i wciąż nadaje więcej wymiarów. Gdzie radość się miesza z przerażeniem, optymizm z brakiem wiary w przyszłość a śmiech ludzi ma charakterystyczne, nie zawsze radosny wydźwięk.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że te nasze plenerowe miejsca, po trosze zakazane, są smutne i obciążone jakąś dziedziczną chorobą. Są one poza radością i smutkiem, a raczej radosne i smutne zarazem.

Plener fotograficzny w Berlinie - ilustracja wpisu

Usilnie staram się przypomnieć sobie ile razy byliśmy w Berlinie… Nie wiem, nie pamiętam. Myślę, że dużo razy. Oczywiście miejsce to dla ludzi pragnących wzbudzać zazdrość u znajomych ich cholernie egzotycznymi wojażami jest raczej żadne. No bo o czym tu wspominać – wsiadasz do samochodu, autobusu bądź do innej cholery i za pięć godzin jesteś na miejscu. Temperatura podobna, ciepłych wód nie ma, słonecznych plaż też – mimo prób – nie udaje się Niemcom wyhodować. Nic, no po prostu nic spektakularnego.

Przed innymi podróżnikami, bardziej dociekliwymi, albo tylko przed takimi, którzy ponad tani i pozorny internetowy lans cenią znaczenie miejsca, Berlin po paru godzinach wędrowania nieprawdopodobnie brudnymi i śmierdzącymi ulicami, w hałasie tysięcy samochodów, wśród całej masy wysztafirowanych turystów i wrzasku schlanych i naćpanych ludzi powoli, jakby wstydliwie odkrywa swoje dwuznaczne oblicze. Niektórzy mówią, że to oblicze kontrastu.

Plener fotograficzny w Berlinie - ilustracja wpisu

Oszczędne babcie nie chcąc wyrzucać do śmietnika naddatku jedzenia z całego dnia, pod wieczór zwykły były mieszać to wszystko w jednej misce, dodając ewentualnie trochę sera białego, soli i pieprzu. Nazywały to „awanturką”. Zasada smakowa tego posiłku w sumie była jedna – nie wolno było mieszać słonego ze słodkim. Prosta zasada. Nie ukrywam, że żywym (wciąż jednak żywym) doświadczeniem tych domowych kucharzy było doświadczenie wojny. Wtedy nic nie mogło się zmarnować. Okrutne przewartościowanie wszystkich wartości. Berlin wygląda i smakuje tak samo. Wymieszane najsmaczniejsze cząstki życia z niechcianymi porzuconymi resztkami, zamieszane łyżką, trochę przyprawione, na słodko lub słono. To nie jest miejsce kontrastów. To tylko niezwykle znacząca wspaniała i obrzydliwa zarazem bezpostaciowa magma.

Plener fotograficzny w Berlinie - ilustracja wpisu

Berlin. Nie znam innego miejsca na Ziemi (może takiego nie ma a może za mało widziałem), gdzie obok siebie stoją dziwki i księża rozmawiając o życiu, gdzie idąc się urżnąć do taniego baru na rogu potykasz się o resztki niedalekiej morderczej historii, gdzie resztki muru berlińskiego można kupić tak jak kiedyś relikwie po świętych – w sumie cena trochę niższa, ale autentyczność podobna.

Jednym zdaniem nie znam innego miejsca na Ziemi w którym tak wprost i zgodnie Życie i Śmierć grając w skata, chlałyby sobie wspólnie w podłej, śmierdzącej knajpie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się tym wpisemShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Autor:

Fotograf, który studiował filozofię i inne duperele. W jego pracach jedną z głównych ról odgrywa architektura i zbite szyby. Nie gardzi również zardzewiałymi rynnami, ale i człowieka w kapeluszu uświadczysz tudzież. Jego fotografie prezentowane były, są i może będą m.in. Tu, Tam oraz Gdzie indziej.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *