Ryga - plener fotograficzny - warsztaty fotograficzne - Katowice
plener fotograficzny

Na Ukrainę? Znowu?

Skomentuj

Bo ludzie to się czasem pytają:

Co? Znowu jedziecie do Lwowa?

No nie da się ukryć. Znowu jedziemy do Lwowa, czyli – podoba się to naszym luminarzom nowej polityki historycznej, czy nie – znowu jedziemy na Ukrainę. Bo ten nasz Lwów to często jest Lwów z czymś jeszcze. A to Kijów się trafi, a to Czarnobyl, to znowuż Drohobycz. A teraz Czerniowce. Czyli nie są to wyjazdy do samiutkiego Lwowa, tylko jednak wyjazdy na Ukrainę.

Bo generalnie to rzeczywiście, na Ukrainę jeździmy co chwilę. No, to „co chwilę” to raptem raz do roku. Czyli takie prawie „co chwilę”. Choć muszę napisać, że i to raz do roku, to jest nie zawsze raz do roku. Przecież nie było to dawno, raptem kilka lat temu, kiedy podczas tradycyjnych przygotowań do wyjazdu ukraińskiego, Rosja przygotowała się szybciej od nas.

Spowodowało to duże perturbacje: nagle odważnych do wyjazdu jakoś tak dziwnie zaczęło brakować. Bo my Polacy jesteśmy narodem co prawda nieustraszonym, ale jak czegoś sobie nie zapiszemy, to możemy zapomnieć. Na przykład o tym nieustraszeniu możemy zapomnieć. I wtedy to nam się chyba zapomniało, w efekcie czego zdarzył nam się taki rok, kiedy zamiast na Ukrainę pojechaliśmy do Rygi. Tam było na prawdę bardzo, ale to bardzo ładnie, więc nie było co robić. Bo jak jest gdzieś bardzo ładnie, tak ładnie, że aż ślicznie, to w takim miejscu nie ma co robić. To znaczy można sobie pocztówkę kupić, potem ją wysłać do bratowej czy gdzieś tam, albo samoportrecik na fejsika rąbnąć, albo wina się napić czy też zjeść to i owo, lub zrobić to wszystko naraz. Czyli robić dużo takich rzeczy, które się robi wtedy, kiedy się mówi, że się nic nie robi.

No i właśnie to był ten rok, kiedy w naszym życiorysie nie było Lwowa, więc robiliśmy dużo rzeczy, czyli nie robiliśmy nic. Podsumowując – jak widzicie to nasze często nie jest tak znowu często: jest ono raptem tylko raz do roku, chyba, że sobie zapomnimy o naszych cechach narodowych.

Ale nasze zmagania z „często czy nieczęsto” nie dają odpowiedzi na zadawane nam pytanie o to „znowu”. Nie dają odpowiedzi na z trudem ukryte w lakoniczności pytania zaskoczenie, że gdzieś można jeździć prawie tradycyjnie, wielokrotnie, różnorako, cyklicznie – wręcz namiętnie. Nie zaś standardowo i nowocześnie – czyli jednorazowo, na weekend: tak skoczyć, omieść wzrokiem i hyc z powrotem. Co więcej z tym pytaniem to nawet my mamy pewien problem, ponieważ tak na sto procent to nie wiemy po co znowu na Ukrainę jedziemy.

No może po to, by pod osłoną roślinności w spokoju ducha bez zgiełku codzienności szybciutko oglądnąć właśnie co spreparowane zdjęcia? Że co? Że można to też zrobić we własnym mieszkaniu, w ciepłych bamboszkach? Oczywiście, ze można, ale wtedy nie ogląda się tych zdjęć we Lwowie.

oglądanie fotografii w cieniu roślinności (centrum Lwowa, gdzieś 2015 rok).

…no może też po to, by wykonywać fotografię na wprost, bądź pod górę? Albo na wprost, w prawo i pod górę? Wiadomo, przecie, że jak się idzie pod górę, to tam w końcu jest raj.

proces wykonywania fotografii na wprost i do góry (okolice lotniska, Lwów 2016 rok).

proces wykonywania fotografii na wprost i w lewo i w prawo do góry (okolice Łyczakowa, Lwów 2016 rok).

…no może jednak po to, by podróżować koleją? Czwartą klasą bez miejscówki i odgórnego, jakże schematycznego rozkładu jazdy?

osobowy z Winnik, czwarta klasa, przewiewna (2016 rok).

…no może tylko dlatego, żeby w lukullusowym szaleństwie pochłaniać proste jadło, odwracając oczy od i tak ominiętego szerokim łukiem piątego grzechu głównego? Ot, takie wstępne marzenie początkującego sybaryty?

marzenie zaawansowanego żarłoka i początkującego sybaryty (Lwów 2012 rok).

…no może dlatego – jest takie prawdopodobieństwo – że cel tych wyjazdów jest jeszcze bardziej prozaiczny, że po prostu chcemy sobie odświeżyć nie tak przecież odległe czasy, w których umiejętność radzenia sobie z drobnymi niedogodnościami czy wyzwaniami codzienności była cechą pożądaną i cenną?

Lodówka bez zamrażalnika (okolice Czarnobyla 2017 rok).

…no może po to, by popijając wodę mineralną o smaku nafty zadumać się chyląc czoło nad sukcesami uzdrowiskowej kultury botanicznej zrodzonej na surowej wykładzinie dywanopodobnej?

 uzdrowiskowa kultura botaniczna (Truskawiec 2017).

…a może po to – bo tak zazwyczaj chyba się dzieje (zastanawiająco duża niepewność jest w tym stwierdzeniu)  – by w nostalgicznym oglądaniu miejsc szukać czasu dawno przeszłego.

jedna z uliczek Drohobycza rok 2015. 

Co? Znowu jedziecie do Lwowa?

Znowu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor:

Fotograf, który studiował filozofię i inne duperele. W jego pracach jedną z głównych ról odgrywa architektura i zbite szyby. Nie gardzi również zardzewiałymi rynnami, ale i człowieka w kapeluszu uświadczysz tudzież. Jego fotografie prezentowane były, są i może będą m.in. Tu, Tam oraz Gdzie indziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *